Chińskie lampiony

Ostatnio niezwykle popularne, nad morzem o zachodzie słońca, stało się puszczanie chińskich lampionów. Pomijając źródło i znaczenie owych lampionów – widok naprawdę przyjemny i nasuwający pewne analogie.Aby wypuścić w powietrze lampion, który wykonany jest z cienkiej bibułki rozciągniętej na specjalnie uformowanym drucianym stelażu, należy go najpierw przygotować. Jeśli zrobi się to w niewłaściwy sposób, ścianki lampionu bardzo szybko zajmą się ogniem – zasada jak przy balonach na ciepłe powietrze. Zatem lampion należy dokładnie rozłożyć, uważając, aby nie rozkleić łączeń delikatnej bibuły. Następnie u podstawy lampionu należy założyć podpałkę, zapalić ją i czekać, aż powietrze we wnętrzu lampionu ogrzeje się. W czasie ogrzewania większość ludzi podtrzymuje ścianki lampionu, aby całość utrzymała równowagę, gdyż przechylenie ścianek grozi przedwczesnym spaleniem całości. Końcowy etap to puszczenie lampionu. Wiele osób jeszcze długo, tak długo jak pozwalają im na to wyciągnięte ramiona, próbuje nadać mu kierunek. Jednak zawsze następuje taki moment, kiedy już zarówno puszczający, jak i obserwatorzy mogą tylko patrzeć i … podziwiać wznoszący się wysoko i lecący daleko lampion lub słychać, na całej plaży, wydobywające się z wielu gardeł „uuuu, o nie” kiedy w czasie lotu, czy zaraz po starcie, na skutek mocniejszego podmuchu, bądź niewłaściwego przygotowania, lampion się zapala i spada do morza.
Można sobie zadać pytanie cóż to za przykład i jakież analogie do chrześcijańskiego życia mogą się nasuwać (dla uspokojenia wszystkich – autor nie puszczał owych lampionów). Ja jednak kilka widzę, dotyczą one wychowania dzieci.
Proces przygotowywania lampionu, to proces prowadzenia i przygotowywania naszych dzieci do lotu, jakim jest dorosłe, samodzielne życie. Bóg nakazuje nam w Swoim słowie:
„Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu. Będziesz je wpajał w twoich synów i będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając.” (5 Moj 6; 6-7)
Dokładność i delikatność przygotowania, nauczania dzieci Bożych praw, daje podstawy do dobrego startu. Nie da się lampionu, podobnie jak dzieci, przygotować w jedną chwilę, wykonując nerwowe, gwałtowne ruchy. Podobnie nasze dzieci, również wymagają, potrzebują naszej uwagi, czasu, delikatności, ale również stanowczości – czasza lampionu musi w końcu być rozłożona inaczej lampion nie ma szans wystartować lub spali się zanim się uniesie.
Spójrzmy na proste wyliczenie 7 dni w tygodniu po 24 godziny to 168 godzin – tyle czasu dał nam Bóg w tygodniu. W ciągu doby większość dzieci przesypia ok. 10 godzin to 70 godzin. Szkoła, przedszkole, nasza praca to często 5 dni po 9 godzin (z dojazdem), zatem kolejne 45 , które musimy odliczyć. Nabożeństwo dla większości dzieci to 2 godziny tygodniowo, pozostałe obowiązki (licząc bardzo skromnie) to 6 dni po 2 godziny. Co nam dają te liczby – kiedy od 168 godziny tygodniowo odejmiemy powyższe, pozostaje 39 godzin tygodniowo, które możemy mieć dla i ze swoimi dziećmi. Teraz zastanówmy się ile z tego czasu wykorzystujemy na wypełnienie przykazania z 5 Księgi Mojżeszowej. Zestawmy te 39 godzin z czasem w którym to inni, poza nami rodzicami, mają wpływ na nasze dzieci – szkoła, przedszkole, zajęcia dodatkowe. Czy na pewno dobrze wykorzystujemy dany nam przez Boga czas? Czy wykonując najważniejsze z zadań, jakie dał nam rodzicom Bóg , robimy to we właściwy sposób?
Start lampionu – to czas, kiedy nasze dzieci muszą wzlecieć, a nam pozostaje tylko patrzeć na ich lot i modlić się. Przychodzi taki czas, kiedy dzieci muszą zacząć samodzielnie podejmować decyzje – czy pozwolimy im na to, czy może raczej będziemy kurczowo trzymać w obawie, że może powietrze nie jest dostatecznie ogrzane, może ścianki nie wystarczająco napięte, może wiatr niewłaściwy, może jesteśmy zbyt do nich przywiązani, aby pozwolić na lot. Czy chcemy czy nie, przychodzi jednak ten moment, w różnych dziedzinach życia w różnym czasie, kiedy ten nasz ukochany, wypieszczony lampionik musi podjąć samodzielny lot – sprzeciwić się kolegom w szkole, kiedy namawiają do złego, opowiedzieć się po stronie Boga, kiedy zostaje skonfrontowany z innym zdaniem, następnie wybór studiów, współmałżonka. Kiedy ogień się już pali, a powietrze ogrzane, nie zawsze mamy czas, aby jeszcze coś poprawić w budowie naszego lampionu, Paweł w liście do Efezjan pisał “Baczcie więc pilnie, jak macie postępować, nie jako niemądrzy, lecz jako mądrzy, Wykorzystując czas, gdyż dni są złe.”Ef 5; 15-16
Kiedy staniemy przed Panem nie odpowiemy za cały lot naszego lampionu, ale odpowiemy za czas jego przygotowania – co wtedy usłyszymy Sługo dobry, czy sługo zły?
Ostatnia rzecz – lot naszego lampionu. Lecący lampion to już nie nasza własność – staje się „własnością” wszystkich. Jego lot, albo będzie zachwycał innych, dawał radość, nadzieję, albo sprawi zawód i smutek, będzie przyczyną rozczarowania, kiedy spadnie do morza zbyt szybko.
Dołóżmy wszelkich starań, aby umożliwić naszym dzieciom właściwy start – na Bożych zasadach, ze znajomością Jego Świętego Słowa, a potem pozwólmy im wzlecieć i unosić się, ufając, że Ten, któremu my zaufaliśmy również nasze dzieci doprowadzi do końca.

Mama

Komentowanie zamknięte.